Moda na śluby na motocyklach dotarła do Polski. Coraz częściej w większych miastach, ale i w małych miejscowościach pojawiają się te osobliwe śluby. Zwykle pan młody, czasami panna młoda, to pasjonaci motorów. Jeżdżą na nich zawsze, w związku z tym kiedy planując ślub dochodzą do wyboru środka transportu z kościoła czy urzędu stanu cywilnego do sali weselnej, mając do wyboru karetę zaprzężoną w biednego, żywego konia a luksusową limuzynę, poprzestają na… swym codziennym środku transportu. Czyli również w tym „najpiękniejszym dniu w życiu” stawiają na motocykl. Odpowiednio przybrany, oczywiście wymyty, wyszykowany, wyczyszczony. Czasami wypożyczony. Ale zawsze będzie to motocykl, czyli druga lub nawet pierwsza miłość ich życia. Takich ślubów jest w Polsce coraz więcej. Chociaż nikt nie prowadzi statystyk, szacuje się, że przynajmniej kilkanaście w roku w całej Polsce. Zjeżdżają się na nie motocykliści z całej Polski. Zaproszenia umieszczane są na forach internetowych, często na tych, gdzie… państwo młodzi się poznali. Coraz częściej bowiem zdarza się, że oboje młodzi kochają motocykle. Czasem śluby odbywają się podczas zlotów motocykli. Wtedy bierze w nich udział nawet kilkadziesiąt pojazdów. Dlaczego ludzie decydują się na ślub podczas takiego wielkiego zlotu, z daleka od rodziny, która z reguły na motorach nie jeździ? Mówi się przecież, że motocykliści to jedna wielka rodzina, więc ślub wzięty podczas zlotu to nawet lepiej, niż w domu. Poza tym jest to spędzenie jednego najważniejszego dnia w roku wśród ludzi, którzy podzielają nasze pasje. Czy można sobie wyobrazić coś piękniejszego? Ciekawym zjawiskiem jest natomiast wykorzystywanie motocykli na ślubach osób, które na co dzień nie są związane z tą branżą. Coraz więcej osób jest zainteresowanych wynajęciem grupy motocyklistów, którzy bądź co bądź zwracają na siebie uwagę podczas podróży z kościoła na wesele. Takie jednak parady budzą szereg kontrowersji wśród samych zainteresowanych.
W samo południe w centrum miasta ruch uliczny zatamowała duża grupa motocykli. Tak mniej więcej wyglądał ślub młodej pary, Izy i Darka, oczami postronnych obserwatorów. Najpierw maszyny zjeżdżały się pod urząd stanu cywilnego, następnie grupa około pięćdziesięciu wspaniałych maszyn (niektóre motocykle specjalnie na ten dzień przystrojone, wszystkie wyszykowane, wyczyszczone do połysku) przejechała pod salę weselną przez centrum miasta. Co ciekawe, sama para młoda również jechała na odświętnie przystrojonym motocyklu. Stąd kierowcy wiedzieli, że to nie kolejny zlot miłośników staroci czy najnowszej techniki (najstarszy pojazd biorący udział w ślubie miał wartość muzealną) czy pokaz reklamowy (najnowszy motocykl dopiero co zjechał z linii produkcyjnej). Młoda para dumnie sunęła przez miasto na własnym pięknym pojeździe, za nimi grupa gości na motorach. Tak właśnie wyglądają śluby pasjonatów, którzy kochają motory tak samo jak swoje drugie połówki. Często to tylko pan młody jest miłośnikiem dwóch kółek, i za namową kolegów, przy mniejszej lub większej aprobacie przyszłej małżonki, organizuje takie właśnie wesele. Jest to o tyle wygodne dla motocyklowych gości, że nie muszą ubierać się w garnitury, a w zwyczajowy, ulubiony strój na motor. Mogą więc całkiem swobodnie uczestniczyć w całej uroczystości. Poza tym śluby motocyklowe przykuwają uwagę i wiele osób, szczególnie tych kochających motocykle, może by nie dotarła na imprezę, ale że jest to jednocześnie zjazd znajomych z całej Polski? Czemu nie. Śluby motocyklowe skrzykują się najczęściej przez internet, spotkania odbywają się co kilka tygodni w różnych miejscach kraju, a uczestnicy często na zlot jadą przez całą Polskę, aby tylko spotkać przyjaciół. Ślub jednego z kolegów czy koleżanki jest dodatkową, tym bardziej radosną okazją do spotkań, rozmów o ukochanych maszynach, picia piwa i snucia planów na kolejne wypady za miasto. Motocykle to pasje, z którą niektórzy nie rozstają się nigdy, nawet przed ołtarzem.